Dzisiaj trochę szybciej i miłego czytania :)
To tylko zwierzęta. Tylko zwierzęta.
Głos mamy odbijał się echem w głowie Natalki. Czy one naprawdę stały się dla niej aż tak ważne? Ale czy coś równie szlachetnego, nawet zakładając, że takie coś w ogóle mogłoby istnieć (bo czy cokolwiek może być bardziej szlachetnego niż konie?) mogłoby takie nie być? Mama nic nie rozumiała. Dla niej liczyła się tylko ta głupia kariera naukowa i cyfry, a także kosmetyki, karmazynowa blond farba do włosów i różnego rodzaju lakiery do paznokci stóp i rąk. Natalka westchnęła ciężko. Tyle nieszczęść. Ciekawe co u Kajtka?
Kim on właściwie dla niej jest? Zerwali. Zerwali już na wieki i na zawsze. I pojawił się ktoś nowy, ciemnowłosy Paweł w okularach intelektualisty który stał się dla niej bardzo ważny. O dziwo. Zawsze miała ludzi jego pokroju za ludzi, z którymi nie mogłaby się w żaden sposób związać, no chyba że sznurkiem na wf-ie kiedy mieli parami skakać do studni.
Tak jej nauczyciel nazywał skakanie przez skrzynię albo kozła, co było jeszcze w miarę normalne nie licząc faktu że skakali związani sznurkiem i zawsze w parach, nigdy samemu… Czasami zastanawiała się, że podobnie jest z koniem i jeźdzcem, bo oni też mają taką więź jakby sznur, tylko tutaj już bardziej chodzi o uczucia. W myślach była już na grzbiecie Sułtanka, a wf miała na ostatniej lekcji i mogła szybko podbiec do stadniny i jeździć, jeździć, jeździć.
Przechadzała się tam długim korytarzem który zdawał się nie mieć końca a usmiechnięte, rumiane slońce parzyło przez okna na podłogę korytarza odbijając się w złotych strużkach na podłodze. Każdy koń, którego mijała, przyjemnie rżał i aż prosił żeby mu dała kostkę cukru. A ona zza pazuchy wyjmowała ich dużo, tyle bowiem zawsze miała ze sobą żeby każdemu koniowi starczyło. Bo gdyby któryś nie dostał, zrobiłoby się mu przykro, a jej robi się jeszcze bardziej przykro z krzywdy dla konia. Jak dziecku któremu nie dasz lizaka. A jego rodzeństwu tak.
Bo konie są przecież jak ludzie, tylko bardziej rozumni i czuli i kochani. Jak tu ich nie lubić? Ba, kochać? Nawet trzeba, tak jej się wydawało normalnie. Nie ma chyba osób co nie kochają koni. No chyba że jej mama...
Jeździła odkąd pamiętała, na pierwszy kurs, pod którego koniec poznała Kajtka, a trwał on dłużej niż zwykłe kursy, takie jak ten co teraz chodziła (ale teraz ten był zaawansowany). No i tamten kurs się wiązał z bardzo złymi wspomnieniami o Kajtku ale ona starała się już zapomnieć i nie pamiętać nigdy więcej, choćby nie wiem co, na przykład świat się miał zawalić bardzo. No chyba że mieliby jej zabrać konia, najgorzej jak Sułtana, to wtedy by mogła sobie przypomnąć tylko żeby tego nie robili.
A co z jej przyjaciółmi (nie licząc Sułtana i reszty, Kasztanki, Kalinki, Bursztynowego Brzasku i Karmelka oraz innych koni)? No właśnie. Bo np. Agnieszka była ostatnio na jeździe z tą Niną, no i bardzo ją zastanawiało o czym mogły rozmawiać, jak nie o niej. Natychmiast brała ją złość i mdłości, ale brała duży haust powietrza i starała się tylko o zawodach myśleć, bo były już niedaleko. Ale nie, jednak nie mogła, bo na nie też z nimi jedzie i jak będzie mogła udawać, że nie wie o co im chodzi. A się pewnie śmieją za jej palcami, którymi tak usilnie próbowała zasłonić słońce, bo ono podobnie jej przeszkadzało jak plotki i przykrości które te dziewczyny jej często ostatnio przynosiły. Agnieszka się zmieniła. Niedobrze. Zaczęła nosić modne ubranie i obcięła włosy do ramion, a miała zapuszczone od komunii. Zdjęła okulary i chodziła bez nich chociaż źle widziała a to wszystko dla mmody. Ogólnie Nina chyba była jej największym wrogiem, a Agnieszka upadła równie bardzo. Albo i gorzej bo wcześniej ja obgadywała a teraz to jest taka jak ona albo gorsza.
Towarzystwo Pawła jej sprawiało dużą przyjemność, kiedyś po koniach pomagała mu rozsiodłać Karmelka i upuściła uzdę, a on jej podał ją jej i był bardzo dżentelmeński, tak jak powinien każdy być, nawet ten na K. Rozmawiali chwilę o muzyce i tym śmiesznym panu z internetu z wąsami i brodą, bo on też go lubi. Chciał ją nawet odprowadzić ale przyjechała w najmniej odpowiednim momencie mama i to był wstyd nieziemski, ale Paweł się nie obraził. Tylko mama krzyczała ale to nic że to element potem w domu, ale Natalka była na tyle samodzielna że umiała głośno trzasnąć drzwiami i zamknąć się na klucz w pokoju gdzie siedziala długo, godzinami i płakała. Dzisiaj przynajmniej jej nie mówiła o koniach tylko o chłopakach, a to już wolała dużo bardziej. Eh. Gdyby tylko wiedziała…
chujowe
OdpowiedzUsuńjak bardzo trzeba byc zjebanym żeby jarać się koniami
Usuń* końmi :)
Usuń* końmi :)
UsuńParę błędów wtargnęło w końcówkę, przydałoby się je edytować. Poza tym świetnie, tak trzymać, czekam na dalszą cześć!
OdpowiedzUsuń