Hej, zaczynam właśnie moją nową przygodę z pisarstwem. Będę pisać książkę i wstawiać tu po rozdziale :) Zaczynamy :)
Drrrrrrrr, zadzwonił budzik, jak każdego dnia. Natalia zbudziła się rano. Dzień jak co dzień. Nie chciało jej się wstawać. Myślała tylko o swoim ukochanym koniu - Rubinowym Sułtanie, który był maści beżowej i rasy arabskiej i miał bujną grzywę. Mama w kuchni stukała garnkami bo robiła śniadanie. Natalii ten stukot kojarzył się tylko z jednym, czyli z odgłosem kroków majestatycznego zwierzęcia jakim jest koń, a zwłaszcza Rubinowy Sułtan.
Starała się nie myśleć o Kajtku. Wiedziała, że to imię brzmi dziecinnie i śmiesznie, ale po tym, co jej zrobił, nie był jej ani trochę do śmiechu. Zranił ją. Nie wiedziała, czy w ogóle będzie mu jeszcze kiedykolwiek w stanie wybaczyć jego okropne słowa, które tak bezmyślnie do niej powiedział tego pamiętnego wieczoru. Co on sobie w ogóle myślał?
Totalny dupek, pomyślała zwlekajac się z łóżka. Puchaty dywan przyjemnie połechtał jej bose, pulchne stopy nim nałożyła swoje zielone kapcie. Szybko wrzuciła na siebie krótkie białę spodenki i brązową bluzkę z nadrukiem konia i kamizelkę z dżinsu, którą lubiła najbrdziej Szybko zbiegła na dół na śniadanie gdzie w kuchni stała już mama.
- Cześć córeczko - powiedziała.
- Dzień dobry mamo! Pamiętasz, że dziś idę na konie? - spytała Natalia.
- Co? Jakie konie? - zapytała mama krzywiąc się. - Przecież wujek Marek przyjeżdża. Rozmawialiśmy wczoraj o tym, chyba nie zapomniałaś? Przecież wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy?
- Daj jej spokój niech idzie na te konie. Przecież dobrze wiesz że je lubi. Co będzie tu z nami starymi piernikami siedziała - powiedział tata.
- No dobrze przekonałeś mnie, Tomaszu - rzekła mama. - Idź już Natalko, tylko nie zapomnij się ubrać na “cebulkę”.
- No dobrze przekonałeś mnie, Tomaszu - rzekła mama. - Idź już Natalko, tylko nie zapomnij się ubrać na “cebulkę”.
- Jezu, czemu ty zawsze musisz taka być - powiedziała Natalia i poszła na dwór żeby iść do stadniny.
Słońce swieciło i było całkiem ładnie. Natalkę cieszył widok śpiewających ptaków i sunących po niebie chmur. Powiewał wiosenny wietrzyk. Dziewczyna odgarnęła pukiel rudych włosów z twarzy i uśmiechnęła sie. Była już prawie przed drzwiami stadniny, kiedy nagle podbiegł koń. Miał jasny kolor i przyjaźnie zacharpał na jej widok.
- Cześć, Sułtanku! - dziewczyna przytuliła jego ciepłą szyję. Był taki silny i męski. Bardzo tego potrzebowała. Tęskniła za swoim koniem przez długi czas. Bardzo go kochała. Szybko wsiadła na jego grzbiet i ruszyła. Odjechała przed siebie w promieniach zachodzącego słońca.
Wow, super się czyta!
OdpowiedzUsuńdzieciaki jebane di książek a nie takim gównem internet zaśmiecanie
OdpowiedzUsuń