wtorek, 24 marca 2015

Rozdział IV - "Wszystko pędzi tak szybko, jak konie galopem"

Dzisiaj tak trochę o wszystkim :)

Stuk, puk. Piłka od koszykówki odbijała się od boiska raz po raz. Natalka nienawidziła wuefu i wszelakich sportów zespołowych. Latanie za piłką wydawało się jej totalnie bezsensowne i nudne w porównaniu do jazdy konnej. W miarę jak piłka stukała to jej się przypominał tętent kopyt, ten boski dźwięk wolności i radości. Czasami potrafiła się tak rozmarzyć i zapomnieć o otaczającym jej świecie, aż tu nagle…
Trach! Piłka boleśnie trafiła ją w czoło i już widziała nad sobą zgraję hihrających się chłopaków, którzy chyba od początku chcieli zrobić jej przykrość. Przypomniała sobie wtedy słowa Trenera Mietka: “musisz być twarda, musisz być silna! Konie się nie poddają!”. Jak w tym filmie o kosmosie i wojnach co na planecie się pojawia duch i mówi dobre rady. Natalka bardzo próbowała powstrzymać płacz ale z trudem jej to przychodziło, najlepiej to by wzięła i uderzyła chłopaków, ale ona była na to od nich za dobra. Musiała więc im wybaczyć tę ich głupotę, za każdym razem choć oni już faktycznie przesadzali, nawet bardzo. Ona nie lubiła takiego chamstwa wobec dziewcząt. W ogóle ten pomysł z łączonym wuefem to była klęska, ale inne młódki o bardziej zmaskulinizowanej sylwetce to potrafiły czasem tym chamom coś powiedzieć i się odegrać jakoś, a ona miała długie włosy i czasem nawet ją ciągneli. Sadziła że to taka kolej rzeczy bo nie ma jeszcze feminizmu na tym świecie, a chyba powinien żeby przynajmniej ją zostawić w spokoju boskim jak należy.
Pogładziła się po bolącej głowie i skrzywiła swoje drobne, pełne, koralowe usta. Wuefistka jak zawsze poszła zrobić kawę i nawet nie patrzyła co jej “ulubieńcy” z SKSu wyrabiają.  Eh. To się zawsze tak głupio kończyło. Najgorsze jest to że Paweł miał wf godzinę później a nie teraz, bo tak to by ją obronił. Ale nic.Trudno. Kajtek jakoś miał i nie bronił, to sobie da radę. Rzuciła na niego ukradankiem kątem oka, bo salę od biologii było widać z boiska. Żeby chociaż ten Kajtek popatrzył na nią kiedyś jak miała łezkę w oku zakręconą, albo i teraz, toby przecież inaczej o niej myślał i może by mu się smutno zrobiło. Ale nie… Teraz miał własnie zajęcia, ale nie zwrócił na nią uwagi. Zrobiło jej się jeszcze bardziej smutno i stwierdziła że dobrze wtedy zrobiła, no bo…
A jak ci chłopaki stali i się śmiali to też był jeden taki, blondynek w szarej bluzie, on wyraźnie miał odmienne zdanie i się nie śmiał. Po chwili podszedł do Natalki i powiedział, że jest Bartek, a to są głąby, i niech się nimi nie przejmuje. Jego błękitne jak morska woda spojrzenie świdrowało w jej kierunku kiedy się tak piorująco do niej uśmiechał, że poczuła motylki w brzuchu i dziwne ciepło w okolicy żołądka, ale to dziwne bo wcześniej na niego wcale nie zwróciła uwagi. Wydał się jej ciałem miły, ale przecież miała Pawła… co prawda jeszcze nie swojego, ale wierzyła, że jej się koniec końców uda go mieć, bo był naprawde KIMŚ.
To przynajmniej była w lepszej sytuacji niż z Kajtkiem, bo teraz ona będzie musiała się zastanawiać i wybrać, a nie że trzeba ją wybrać albo nie. Przecież dziewczyna nie jest ani rzeczą ani tym bardziej kawałkiem lodów, z którymi się tylko można lizać, na co po niektórzy mają ochotę. W ogóle odrzucała ją ta myśl, a ona starała się ją też odrzucać. Tacy chłopcy nie byli dla niej, o nie.
Zadzwonił dzwonek na przerwę i Natalka poszła się przebrać, ciągle podenerwowana. W dodatku właśnie zaczynała się ostatnia lekcja, matematyka. Dziewczyna nienawidziła Żerdzi, jej pana od matmy. Był łysy, złośliwy i nosił okulary. Robił okropnie dużo kartkówek i dużo pytał, a Natalia miała zagrożenie z matematyki. Niestety, los był dla niej dziś okrutny. Łysol oddał jej kolejną klasówkę z wypisaną na czerwono cyfrą (wiadomo jaką) po czym oświadczył że jeżeli nie poprawi ocen to nie zda najzwyczajniej w świecie. Jej oczy wypełniły się łzami wielkimi jak grochy. Kolejna taka porażka już dzisiaj, dopiero na koniach będzie mogła się życiu zrewanżować i pokazać, co jest naprawdę warta. Ehh. Po prostu przecierpi tą lekcję i jakoś to będzie. I tak faktycznie było. Siedziała patrzac się pustym wzrokiem, w jasnozieloną scianę sali od matematyki i porozwieszane na niej plakaty ze wzorami na walce i trygonometrycznymi, był też taki jeden stary obraz jeszcze jak “dwudziestka” była od polskiego z narysowanym zachodem słońca.
Nagle uczuła plamę na jej białych spodniach. Coś kapało, uprzednio tocząc się po jej brodzie. Spojrzała w dół i zadrżała, bo to była krew! Ciekła z jej nosa lecąc na podłogę. Wszyscy na nią patrzyli, tak, że aż poczuła się niekomfortowo. Michalina w ciemnych kręconych blond włosach i o jasnych oczach natychmiast podleciała i wzięła ją do higienistki. Poczuła ze robi się jej słabo, ale przynajmniej mama się bardziej przejmie jej zdrowiem niż oceną i mdlejąc, uśmiechęła się na dowidzenia.

środa, 18 marca 2015

Rozdział III - "Żyć z koniem za pan brat"

Dzisiaj trochę szybciej i miłego czytania :)


To tylko zwierzęta. Tylko zwierzęta.
Głos mamy odbijał się echem w głowie Natalki. Czy one naprawdę stały się dla niej aż tak ważne? Ale czy coś równie szlachetnego, nawet zakładając, że takie coś w ogóle mogłoby istnieć (bo czy cokolwiek może być bardziej szlachetnego niż konie?) mogłoby takie nie być? Mama nic nie rozumiała. Dla niej liczyła się tylko ta głupia kariera naukowa i cyfry, a także kosmetyki, karmazynowa blond farba do włosów i różnego rodzaju lakiery do paznokci stóp i rąk. Natalka westchnęła ciężko. Tyle nieszczęść. Ciekawe co u Kajtka?
Kim on właściwie dla niej jest? Zerwali. Zerwali już na wieki i na zawsze. I pojawił się ktoś nowy, ciemnowłosy Paweł w okularach intelektualisty który stał się dla niej bardzo ważny. O dziwo. Zawsze miała ludzi jego pokroju za ludzi, z którymi nie mogłaby się w żaden sposób związać, no chyba że sznurkiem na wf-ie kiedy mieli parami skakać do studni.
Tak jej nauczyciel nazywał skakanie przez skrzynię albo kozła, co było jeszcze w miarę normalne nie licząc faktu że skakali związani sznurkiem i zawsze w parach, nigdy samemu… Czasami zastanawiała się, że podobnie jest z koniem i jeźdzcem, bo oni też mają taką więź jakby sznur, tylko tutaj już bardziej chodzi o uczucia. W myślach była już na grzbiecie Sułtanka, a wf miała na ostatniej lekcji i mogła szybko podbiec do stadniny i jeździć, jeździć, jeździć.
Przechadzała się tam długim korytarzem który zdawał się nie mieć końca a usmiechnięte, rumiane slońce parzyło przez okna na podłogę korytarza odbijając się w złotych strużkach na podłodze. Każdy koń, którego mijała, przyjemnie rżał i aż prosił żeby mu dała kostkę cukru. A ona zza pazuchy wyjmowała ich dużo, tyle bowiem zawsze miała ze sobą żeby każdemu koniowi starczyło. Bo gdyby któryś nie dostał, zrobiłoby się mu przykro, a jej robi się jeszcze bardziej przykro z krzywdy dla konia. Jak dziecku któremu nie dasz lizaka. A jego rodzeństwu tak.
Bo konie są przecież jak ludzie, tylko bardziej rozumni i czuli i kochani. Jak tu ich nie lubić? Ba, kochać? Nawet trzeba, tak jej się wydawało normalnie. Nie ma chyba osób co nie kochają koni. No chyba że jej mama...
Jeździła odkąd pamiętała, na pierwszy kurs, pod którego koniec poznała Kajtka, a trwał on dłużej niż zwykłe kursy, takie jak ten co teraz chodziła (ale teraz ten był zaawansowany). No i tamten kurs się wiązał z bardzo złymi wspomnieniami o Kajtku ale ona starała się już zapomnieć i nie pamiętać nigdy więcej, choćby nie wiem co, na przykład świat się miał zawalić bardzo. No chyba że mieliby jej zabrać konia, najgorzej jak Sułtana, to wtedy by mogła sobie przypomnąć tylko żeby tego nie robili.
A co z jej przyjaciółmi (nie licząc Sułtana i reszty, Kasztanki, Kalinki, Bursztynowego Brzasku i Karmelka oraz innych koni)? No właśnie. Bo np. Agnieszka była ostatnio na jeździe z tą Niną, no i bardzo ją zastanawiało o czym mogły rozmawiać, jak nie o niej. Natychmiast brała ją złość i mdłości, ale brała duży haust powietrza i starała się tylko o zawodach myśleć, bo były już niedaleko. Ale nie, jednak nie mogła, bo na nie też z nimi jedzie i jak będzie mogła udawać, że nie wie o co im chodzi. A się pewnie śmieją za jej palcami, którymi tak usilnie próbowała zasłonić słońce, bo ono podobnie jej przeszkadzało jak plotki i przykrości które te dziewczyny jej często ostatnio przynosiły. Agnieszka się zmieniła. Niedobrze. Zaczęła nosić modne ubranie i obcięła włosy do ramion, a miała zapuszczone od komunii. Zdjęła okulary i chodziła bez nich chociaż źle widziała a to wszystko dla mmody. Ogólnie Nina chyba była jej największym wrogiem, a Agnieszka upadła równie bardzo. Albo i gorzej bo wcześniej ja obgadywała a teraz to jest taka jak ona albo gorsza.
Towarzystwo Pawła jej sprawiało dużą przyjemność, kiedyś po koniach pomagała mu rozsiodłać Karmelka i upuściła uzdę, a on jej podał ją jej i był bardzo dżentelmeński, tak jak powinien każdy być, nawet ten na K. Rozmawiali chwilę o muzyce i tym śmiesznym panu z internetu z wąsami i brodą, bo on też go lubi. Chciał ją nawet odprowadzić ale przyjechała w najmniej odpowiednim momencie mama i to był wstyd nieziemski, ale Paweł się nie obraził. Tylko mama krzyczała ale to nic że to element potem w domu, ale Natalka była na tyle samodzielna  że umiała głośno trzasnąć drzwiami i zamknąć się na klucz w pokoju gdzie siedziala długo, godzinami i płakała. Dzisiaj przynajmniej jej nie mówiła o koniach tylko o chłopakach, a to już wolała dużo bardziej. Eh. Gdyby tylko wiedziała…

sobota, 14 marca 2015

Rozdział II - "Będę walczyć do końca"

Sorka, że tak długo trzeba było czekać na mój post, ale miałam szkołę, wiecie o co chodzi. :) Miłego czytania.



Tego dnia nie była tak ładna pogoda jaka była wczoraj. Natalka nudziła się siedząc w domu, bo musiała odrabiać znienawidzone lekcje z matematyki. Ryba, czyli jej nauczycielka dowaliła jej naprawdę stanowczo zbyt wiele pracy domowej. Westchnęła z rezygnacją, po czym rzuciła książką w kąt. Ta odbiła się z hałasem. Dziewczyna wstała z łóżka, na którym wcześniej leżała rozparta z wielką wygodą po czym odrzuciła swoje długie rude włosy i stwierdziła, że tak pięknego i słonecznego dnia nie będzie marnowała na jakieś głupie zadania. Stwierdziła że pójdzie na dwór ale najpierw zrobi sobie warkocz. Kojarzył jej się z kowbojkami które bardzo lubiła, bo tak jak one jeździła konno.
-Hm, ciekawe co robi teraz Paweł.-pomyślała.
Paweł był jej kolegą i od czasu kiedy pokłóciła się z Kajtkiem to dużo o nim myślała. Miał czarne krótkie włosy, okulary, które bardzo jej się podobały bo uroczo w nich wyglądał i śliczny uśmiech. Mimo tego że  był pulchnym i niewysokim chłopcem, to był dla niej bardzo miły. Lepszy niż Kajtek. Kiedyś nawet zaprosił ją na spacer do lasu. Bardzo wzruszyło ją to jak podziwiał drzewa. Może nawet dzisiaj gdzieś pójdą. Ale to może. Nie wie jeszcze, co zrobi. Może pojadą nad morze? Ale to dopiero w wakacje. Zresztą, pewnie mama jej nie puści.
Nagle Natalia przypomniała sobie, że miała upleść sobie warkocz więc siadła przed odziedziczoną po ukochanej babci Kalinki zabytkową i ozdobną toaletką. Wzięła w ręce swoje piękne pukle i już po chwili mogła pochwalić się ładną fryzurą. Stwierdziła jednak że musi szybko coś zmienić w swoim życiu.Wzięła w ręce swojego iphonea po czym wykręciła numer Kajtka. W słuchawce rozległ się niski głos mówiący “halo”.
- Zrywam z tobą - powiedziała z pewna dumą w głosie. Właśnie zmieniala swoje życie. - Już cię nie potrzebuję. I nigdy cię nie kochałam.
- Co? Jak to? Zawsze mówiłaś, że mnie kochasz! Kłamałaś! - krzyczał do słuchawki Kajtek.
- Tak, kłamałam. Bo byłeś dla mnie nikim. Tylko skończony dupek mógł mnie tak zranić. Żegnaj. - rzekła ze smutkiem po czym odłożyła telefon. Łzy napłynęły jej do oczu i rozmazały makijaż. Stwierdziła że musi się komuś wypłakać. Zadzwoniła do swojej najlepszej przyjaciółki.


Agnieszki.


Jak zwykle pojawiła się w umówionym miejscu na czas. Jak zwykle powitała Natalkę uśmiechem, sympatią i troską które zawsze do niej miała. Rudowłosa na prawdę ja kochała jak siostrę, bo jej brat, Mateusz był dla niej naprawdę wredny. Dla niego liczyła się tylko jego gitara i komputer. A Agnieszka, choć, co musiała z ciężkim sercem  przyznać, choć nieatrakcyjna i trochę zbyt nieśmiała, była bardzo w porządku. Znały się od dzieciństwa i bardzo lubiły. Zupełnie nie wiedziała, czemu ludzie tak się z niej śmieją. Może i miała babcine ubrania i niemodnie obcięte włosy, ale w sumie to nawet ładną miała figurę.
- Co jest? - zapytała Agnieszka mrugając swoimi brązowymi oczami do koleżanki zza okularów.
Natalka przez chwilę nie mówiła nic, po czym rzekła ze łzami w oczach.
- Zerwałam z Kajtkiem.
- Nie przejmuj się nim, to kretyn. Zresztą, dziś widziałam go z tą okropną Niną. - okularnica przytuliła Natalkę
- Jak to z Niną? Z tą plastikową lalą? - powiedziała zdezorientowana  i wściekła dziewczyna.
- Mhm - mruknęła Agnieszka, kręcąc na palcu loka - ona jest taka okropna.
Reszta spotkania minęła im na wspólnym żaleniu się sobie na chłopaków, ploteczkach i innych babskich sprawach. Pożegnały się, a jako że było jeszcze jasno to Natalia stwierdziła że pójdzie na konie. Włożyła do uszu słuchawki, włączyła piosenkę Guns’n’Roses o tytule “Sweet child o mine”, po czym szybko sporzała na swoje odbicie w małym lusterku. Oczy miała na szczęście tylko trochę zapuchnięte. Bliskość konia na pewno jej się przyda, pomyślała, dawno już nie była na koniach. No, jeden dzień to dla niektórych bardzo krótko, ale dla niej każda minuta bez Rubinowego Sułtanka była minutą straconą. Szła dość długo, bo stadnina znajdowała się daleko od centrum miasta - była na obrzeżach. Zdążyła przesłuchać wielu piosenek swego ukochanego zespołu. Ciekawe, czy Paweł też ich lubi.
Kiedy doszła na miejsce nie mogła uwierzyć własnym oczom. Zobaczyła Kajtka i Ninę! Nigdzie nie pomyli tej szczupłej i wysokiej sylwetki swojego byłego chłopaka ani blond włosów Niny! Zagotowało się w niej ze złości. Co oni sobie wyobrażają?? Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Stwierdziła, że może bliskość jej ukochanego konia ja uspokoi. Ale się przeliczyła. Zobaczyła, jak Kajtek podchodzi do boksu Sułtana trzymając Ninę za rękę, a już po chwili blondynka galopuje na jego grzbiecie. Natalia znowu zaczęła płakać, ze złości, żalu i smutku. Nawet jej zwierzę zostało w to wciągnięte. Świat zaczął powoli się walić i zupełnie przestała dostrzegać jego sens. Jednk nagle….
C.D.N....



Nowa notka już wkrótce. :)

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział I - "Początek"

Hej, zaczynam właśnie moją nową przygodę z pisarstwem. Będę pisać książkę i wstawiać tu po rozdziale :) Zaczynamy :)


Drrrrrrrr, zadzwonił budzik, jak każdego dnia. Natalia zbudziła się rano. Dzień jak co dzień. Nie chciało jej się wstawać. Myślała tylko o swoim ukochanym koniu - Rubinowym Sułtanie, który był maści beżowej i rasy arabskiej  i miał bujną grzywę. Mama w kuchni stukała garnkami bo robiła śniadanie. Natalii ten stukot kojarzył się tylko z jednym, czyli z odgłosem kroków majestatycznego zwierzęcia jakim jest koń, a zwłaszcza Rubinowy Sułtan.
Starała się nie myśleć o Kajtku. Wiedziała, że to imię brzmi dziecinnie i śmiesznie, ale po tym, co jej zrobił, nie był jej ani trochę do śmiechu. Zranił ją. Nie wiedziała, czy w ogóle będzie mu jeszcze kiedykolwiek w stanie wybaczyć jego okropne słowa, które tak bezmyślnie do niej powiedział tego pamiętnego wieczoru. Co on sobie w ogóle myślał?
Totalny dupek, pomyślała zwlekajac się z łóżka. Puchaty dywan przyjemnie połechtał jej bose, pulchne stopy nim nałożyła swoje zielone kapcie. Szybko wrzuciła na siebie krótkie białę spodenki i brązową bluzkę z nadrukiem konia i kamizelkę z dżinsu, którą lubiła najbrdziej Szybko zbiegła na dół na śniadanie gdzie w kuchni stała już mama.
- Cześć córeczko - powiedziała.
- Dzień dobry mamo! Pamiętasz, że dziś idę na konie? - spytała Natalia.
- Co? Jakie konie? - zapytała mama krzywiąc się. - Przecież wujek Marek przyjeżdża. Rozmawialiśmy wczoraj o tym, chyba nie zapomniałaś? Przecież wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy?
- Daj jej spokój niech idzie na te konie. Przecież dobrze wiesz że je lubi. Co będzie tu z nami starymi piernikami siedziała - powiedział tata.
- No dobrze przekonałeś mnie, Tomaszu - rzekła mama. - Idź już Natalko, tylko nie zapomnij się ubrać na “cebulkę”.
- Jezu, czemu ty zawsze musisz taka być - powiedziała Natalia i poszła na dwór żeby iść do stadniny.
Słońce swieciło i było całkiem ładnie. Natalkę cieszył widok śpiewających ptaków i sunących po niebie chmur. Powiewał wiosenny wietrzyk. Dziewczyna odgarnęła pukiel rudych włosów z twarzy i uśmiechnęła sie. Była już prawie przed drzwiami stadniny, kiedy nagle podbiegł koń. Miał jasny kolor i przyjaźnie zacharpał na jej widok.
- Cześć, Sułtanku! - dziewczyna przytuliła jego ciepłą szyję. Był taki silny i męski. Bardzo tego potrzebowała. Tęskniła za swoim koniem przez długi czas. Bardzo go kochała. Szybko wsiadła na jego grzbiet i ruszyła. Odjechała przed siebie w promieniach zachodzącego słońca.

Sory że tak krótko ale to dopiero pierwsza notka :) Mam nadzieję że się podobało nie długo będą nowe :))