Dzisiaj tak trochę o wszystkim :)
Stuk, puk. Piłka od koszykówki odbijała się od boiska raz po raz. Natalka nienawidziła wuefu i wszelakich sportów zespołowych. Latanie za piłką wydawało się jej totalnie bezsensowne i nudne w porównaniu do jazdy konnej. W miarę jak piłka stukała to jej się przypominał tętent kopyt, ten boski dźwięk wolności i radości. Czasami potrafiła się tak rozmarzyć i zapomnieć o otaczającym jej świecie, aż tu nagle…
Trach! Piłka boleśnie trafiła ją w czoło i już widziała nad sobą zgraję hihrających się chłopaków, którzy chyba od początku chcieli zrobić jej przykrość. Przypomniała sobie wtedy słowa Trenera Mietka: “musisz być twarda, musisz być silna! Konie się nie poddają!”. Jak w tym filmie o kosmosie i wojnach co na planecie się pojawia duch i mówi dobre rady. Natalka bardzo próbowała powstrzymać płacz ale z trudem jej to przychodziło, najlepiej to by wzięła i uderzyła chłopaków, ale ona była na to od nich za dobra. Musiała więc im wybaczyć tę ich głupotę, za każdym razem choć oni już faktycznie przesadzali, nawet bardzo. Ona nie lubiła takiego chamstwa wobec dziewcząt. W ogóle ten pomysł z łączonym wuefem to była klęska, ale inne młódki o bardziej zmaskulinizowanej sylwetce to potrafiły czasem tym chamom coś powiedzieć i się odegrać jakoś, a ona miała długie włosy i czasem nawet ją ciągneli. Sadziła że to taka kolej rzeczy bo nie ma jeszcze feminizmu na tym świecie, a chyba powinien żeby przynajmniej ją zostawić w spokoju boskim jak należy.
Pogładziła się po bolącej głowie i skrzywiła swoje drobne, pełne, koralowe usta. Wuefistka jak zawsze poszła zrobić kawę i nawet nie patrzyła co jej “ulubieńcy” z SKSu wyrabiają. Eh. To się zawsze tak głupio kończyło. Najgorsze jest to że Paweł miał wf godzinę później a nie teraz, bo tak to by ją obronił. Ale nic.Trudno. Kajtek jakoś miał i nie bronił, to sobie da radę. Rzuciła na niego ukradankiem kątem oka, bo salę od biologii było widać z boiska. Żeby chociaż ten Kajtek popatrzył na nią kiedyś jak miała łezkę w oku zakręconą, albo i teraz, toby przecież inaczej o niej myślał i może by mu się smutno zrobiło. Ale nie… Teraz miał własnie zajęcia, ale nie zwrócił na nią uwagi. Zrobiło jej się jeszcze bardziej smutno i stwierdziła że dobrze wtedy zrobiła, no bo…
A jak ci chłopaki stali i się śmiali to też był jeden taki, blondynek w szarej bluzie, on wyraźnie miał odmienne zdanie i się nie śmiał. Po chwili podszedł do Natalki i powiedział, że jest Bartek, a to są głąby, i niech się nimi nie przejmuje. Jego błękitne jak morska woda spojrzenie świdrowało w jej kierunku kiedy się tak piorująco do niej uśmiechał, że poczuła motylki w brzuchu i dziwne ciepło w okolicy żołądka, ale to dziwne bo wcześniej na niego wcale nie zwróciła uwagi. Wydał się jej ciałem miły, ale przecież miała Pawła… co prawda jeszcze nie swojego, ale wierzyła, że jej się koniec końców uda go mieć, bo był naprawde KIMŚ.
To przynajmniej była w lepszej sytuacji niż z Kajtkiem, bo teraz ona będzie musiała się zastanawiać i wybrać, a nie że trzeba ją wybrać albo nie. Przecież dziewczyna nie jest ani rzeczą ani tym bardziej kawałkiem lodów, z którymi się tylko można lizać, na co po niektórzy mają ochotę. W ogóle odrzucała ją ta myśl, a ona starała się ją też odrzucać. Tacy chłopcy nie byli dla niej, o nie.
Zadzwonił dzwonek na przerwę i Natalka poszła się przebrać, ciągle podenerwowana. W dodatku właśnie zaczynała się ostatnia lekcja, matematyka. Dziewczyna nienawidziła Żerdzi, jej pana od matmy. Był łysy, złośliwy i nosił okulary. Robił okropnie dużo kartkówek i dużo pytał, a Natalia miała zagrożenie z matematyki. Niestety, los był dla niej dziś okrutny. Łysol oddał jej kolejną klasówkę z wypisaną na czerwono cyfrą (wiadomo jaką) po czym oświadczył że jeżeli nie poprawi ocen to nie zda najzwyczajniej w świecie. Jej oczy wypełniły się łzami wielkimi jak grochy. Kolejna taka porażka już dzisiaj, dopiero na koniach będzie mogła się życiu zrewanżować i pokazać, co jest naprawdę warta. Ehh. Po prostu przecierpi tą lekcję i jakoś to będzie. I tak faktycznie było. Siedziała patrzac się pustym wzrokiem, w jasnozieloną scianę sali od matematyki i porozwieszane na niej plakaty ze wzorami na walce i trygonometrycznymi, był też taki jeden stary obraz jeszcze jak “dwudziestka” była od polskiego z narysowanym zachodem słońca.
Nagle uczuła plamę na jej białych spodniach. Coś kapało, uprzednio tocząc się po jej brodzie. Spojrzała w dół i zadrżała, bo to była krew! Ciekła z jej nosa lecąc na podłogę. Wszyscy na nią patrzyli, tak, że aż poczuła się niekomfortowo. Michalina w ciemnych kręconych blond włosach i o jasnych oczach natychmiast podleciała i wzięła ją do higienistki. Poczuła ze robi się jej słabo, ale przynajmniej mama się bardziej przejmie jej zdrowiem niż oceną i mdlejąc, uśmiechęła się na dowidzenia.
Zadzwonił dzwonek na przerwę i Natalka poszła się przebrać, ciągle podenerwowana. W dodatku właśnie zaczynała się ostatnia lekcja, matematyka. Dziewczyna nienawidziła Żerdzi, jej pana od matmy. Był łysy, złośliwy i nosił okulary. Robił okropnie dużo kartkówek i dużo pytał, a Natalia miała zagrożenie z matematyki. Niestety, los był dla niej dziś okrutny. Łysol oddał jej kolejną klasówkę z wypisaną na czerwono cyfrą (wiadomo jaką) po czym oświadczył że jeżeli nie poprawi ocen to nie zda najzwyczajniej w świecie. Jej oczy wypełniły się łzami wielkimi jak grochy. Kolejna taka porażka już dzisiaj, dopiero na koniach będzie mogła się życiu zrewanżować i pokazać, co jest naprawdę warta. Ehh. Po prostu przecierpi tą lekcję i jakoś to będzie. I tak faktycznie było. Siedziała patrzac się pustym wzrokiem, w jasnozieloną scianę sali od matematyki i porozwieszane na niej plakaty ze wzorami na walce i trygonometrycznymi, był też taki jeden stary obraz jeszcze jak “dwudziestka” była od polskiego z narysowanym zachodem słońca.