Dużo mnie czasu nie było. Ale już jestem :)
Trzask. Natalka obudziła się nagle nie wiedząc co się dzieje. Widziała przed swoimi oczami śnieżno biały sufit który wyglądał jak każdy inny sufit ale coś się nie zgadzało. Usłyszała kolejny trzask i obejrzała się, zatraciło jej się w głowie i dopiero wtedy sobie przypomniała - zasłabła na matematyce! To znaczyło że była w gabinecie pielęgniarki, tak zadecydowała po rozglądnięciu się dookoła głowy bo tam owszem była, a nie w szpitalu jak każdy człowiek który zemdlał na lekcji. Łzy od razu jej napłynęły do oczu. Czy to znaczyło że nikt nawet się nie przejmował tym że zemdlała? Że nawet nikt nie zadzwonił po karetkę, chociaż by z szacunku?
Chyba ostatnią osobą zdolną do tego to był Kajtek, więc on tego na pewno nie zrobił gdyby nawet mógł. W ogóle najczarniejsze myśli jej przychodziły do głowy, że już nie będzie mogła na konie, że mama już jej nawet nigdzie nie puści i każde jej marzenie legło w gruzach, przez tą piłkę jedną. Na tę myśl łzy polały się z jej oczu, już nie dała radę ich więcej w sobie powstrzymywać. Łzy rzęsiste, gęsiste. Jak drobne kamyczki wywołujące lawinę, tylko że słoną. Co Ci idioci sobie myśleli? Że mogą tak się bawić czyimś kosztem tylko dla zabawy? Nie ujdzie im to na słucho, o nie. Już myślała jak się na nich zemścić. Ja im pokażę, myślała, wierzchem dłoni ocierając łzy ze swojej drobnej twarzy. Rude włosie groźnie jątrzyło się na jej twarzy, już na sam widok wyglądała jak groźny ssak, albo inny zwierz, bo ssanie samo w sobie jest mało groźne, więc raczej gryziak-rozszarpak, gdyby takie coś istniało, ale i tak nie słuchała na biologii.
Tylko musiała zacząć od tego, jak wydostać się z gabinetu pielęgniarki? Jednocześnie nie mdlejąc po drodze? Usłyszała kolejny trzask który zbił ją z tropu, aż prawie spadła z leżanki. Mdliło jej się w głowie ciągle jeszcze i było bardzo niedobrze, jak wtedy co tak spadła z konia za jednym z początkowych razów, co skakali przez płot i nie umiała jeszcze siedzieć. Wydawało jej się że przez uchylone drzwiczki słyszała charakterystyczny stukot trzewików Kajtka, ale on przecież już teraz miał inne, więc to pewnie był Hubert z drugiej ce, bo też takie miał podobne. On zawsze zgapiał od Kajtka, ale kto nie zgapiał od Kajtka? Czy ktokolwiek nie zgapiał od Kajtka?! Przecież jego rzeczy zawsze były najfajniejsze, na przykład ten zielony plastykowy błyszczący plecak albo zegarek z Ben Tenem, który miał go od podstawówki w sumie.
Pamiętała go jeszcze z tego czasu i czasem oglądała swoje wspólne z nim zdjęcie w stadninie z zawodów: on, ona i Rubinowy Sułtan, wówczas jeszcze o nieco drobniejszym kształcie niż ma teraz, ale z dostojeństwa to mu nawet przybyło więcej. Wracała myślami do tych wspaniałych czasów zabaw i gonitw kiedy wszystko było takie proste i wesołe, a nie tak jak teraz że się skomplikowało i już nie było proste. Teraz nawet wpisanie klaczy do Księgi Stadnej nie sprawiało jej tyle przyjemności co wtedy wówczas. Pamiętała jak wygrała z Kajtkiem konkurs kto wymieni więcej słów związanych z koniem na “I” i “U”. To było piękne.
To były czasy.
Ale już ich nie ma.